NA ŻYWO: Przegląd Tygodnia J. Orła; prof. Jacek Koronacki – Amerykański konserwatyzm (Klub Ronina)
cz. 1 - Przegląd Tygodnia Józefa Orła
Szef Klubu Ronina ostro krytykował Donalda Tuska za nazwanie części opozycji „piątką Putina”, uznając to za wciąganie na poziom zdrady narodowej i ryzyko wewnętrznej wojny domowej. Wskazywał przy tym na miękkość manipulacji Tuska, która – jego zdaniem – może prowadzić do twardych konsekwencji, takich jak delegalizacja PiS. W kontekście krajowym odniósł się też do kryzysu wokół nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których porównał do składania ślubowania przed „serem camembert” zamiast przed prezydentem, i przewidywał możliwość powstania dwóch konkurencyjnych trybunałów.
W sprawach międzynarodowych szczególnie dużo miejsca poświęcił Donaldowi Trumpowi, który – według niego – obraził papieża na swojej platformie True Social, pisząc nieprawdziwe tezy o wpływie własnej wygranej na wybór Franciszka. Józef Orzeł uznał to za działanie głowy państwa wobec przywódcy religijnego, co nawet w czasach komunistycznych się nie zdarzało (np. generał Jaruzelski nie obrażał Jana Pawła II). Skrytykował też wezwanie nuncjusza papieskiego przez wiceministra obrony USA.
Dr Józef Orzeł mówił również o rosyjskiej propozycji wspólnej eksploatacji Przejścia Północnego z Ameryką, z wykluczeniem Chin – co określił jako kontynuację koncepcji „pokoju przez handel”. Wskazał, że Chiny stosują taktykę czekania nad brzegiem rzeki, aż przeciwnik sam osłabnie.
Na koniec skrytykował rząd Tuska za pogłębianie kryzysu w służbie zdrowia (brak pieniędzy na badania już w kwietniu, zamykanie szpitali, „korytarze życia” tylko dla najbardziej zagrożonych) oraz za planowane wydanie biliona złotych na zieloną transformację, podczas gdy system ochrony zdrowia potrzebuje według niego zaledwie 22 mld zł. Wyraził zdziwienie, że mimo to sondaże dla Koalicji Obywatelskiej są dobre, co – jego zdaniem – stawia pytanie o przyszłość prawicy i jej zdolność do przejęcia władzy. Zakończył informacją, że Polska Amunicja wycofała się z kontraktu na pociski 155 mm, uznając go za nieopłacalny.
cz. 2 - prof. Jacek Koronacki – Amerykański konserwatyzm
Spotkanie z profesorem Jackiem Koronackim, wybitnym amerykanistą, poświęcone było współczesnemu amerykańskiemu konserwatyzmowi, choć – jak sam przyznał – trudno mówić o nim w czasie wojny z Iranem, która jest „diablo niekonserwatywna” i narusza prawo międzynarodowe.
Profesor Koronacki od razu zaznaczył, że będzie mówił z dystansu, choć życie w społeczeństwie sieci i zalew informacji ten dystans utrudnia. Zdefiniował konserwatyzm jako filozofię wspierającą szacunek dla odziedziczonych instytucji, wierzeń i praktyk, opartą na naturalnym ładzie i prawie naturalnym, wyrastającą z humanizmu chrześcijańskiego. Zauważył jednak, że Ameryka jest głęboko podzielona – połowa głosujących popiera kandydatów Demokratów, którzy jego zdaniem stoją za nieograniczoną aborcją i „transgenderowym szaleństwem”, podczas gdy druga połowa wybrała Donalda Trumpa. Według profesora amerykańskie marzenie umarło już w 2016 roku, a proces zubożenia klasy średniej i niższej klasy średniej trwa od dekad – przytoczył dane: w 2019 roku 40% dzieci nie żyło z obojgiem rodziców będących małżeństwem, w 2015 około 10-11% mężczyzn w wieku produkcyjnym nigdy nie starało się o pracę, a odsetek osób nieprzynależnych do żadnego wyznania wzrósł z 2% w 1948 do 22% w 2023.
Profesor Koronacki opisał historię amerykańskiego konserwatyzmu od Nowego Ładu Roosevelta, przez Ronalda Reagana (który – choć był „świeżym konserwatywnym oddechem” – zadłużył kraj i oddał władzę neokonserwatystom), aż po czasy współczesne. Neokonserwatystów, wywodzących się z lewicy, określił jako idealistów, którzy po rozpadzie Związku Radzieckiego wymyślili „demokratyczną krucjatę” i połączyli ją z popieraniem interesów Izraela, co pchnęło Amerykę do absurdalnej wojny w Iraku w 2003 roku. Tradycyjni paleokonserwatyści zostali wyeliminowani z rynku myśli przez odebranie im funduszy i znaleźli się na marginesie – choć ich myśl nie umarła. Dziś, zdaniem profesora, mamy do czynienia z ruchami populistycznymi (jak MAGA), które mogą drażnić konserwatystów, ale są potrzebne, bo „piękne duchy” same nie osiągną zmiany. Wymienił też instytucje takie jak Heritage Foundation czy Hoover Institution, które mądrze walczą z kryzysem poprzez programy oparte na zasadzie pomocniczości.
W dygresji o ewangelikalizmie i syjonizmie chrześcijańskim profesor Koronacki wyjaśnił, że część protestanckich fundamentalistów, czytając Stary Testament dosłownie, uznała dzisiejszy Izrael za lud Boży i stworzyła ruch proizraelski – już w 1891 roku William Blackstone opublikował memoriał na rzecz powrotu Żydów do Ziemi Świętej. Skutkiem jest to, że dwie trzecie wyborców republikańskich popiera Izrael nawet wtedy, gdy działa on wbrew interesom Ameryki. Według profesora to właśnie ten wpływ spowodował, że Trump uległ radom premiera Netanjahu, co John Mearsheimer nazwał błędem katastrofalnym. Sam Trump – zdaniem Koronackiego – przeżywa kryzys psychiczny, a jego działania są niekonserwatywne.
W dyskusji po wystąpieniu jeden z uczestników zapytał, czy w ogóle istnieje jeden amerykański konserwatyzm i na ile jest on zbieżny z europejskim, zwłaszcza polskim, katolickim rozumieniem konserwatyzmu. Profesor odpowiedział, że świat jest skomplikowany, a definicja konserwatyzmu jako szacunku dla zastanych instytucji i naturalnego ładu jest jasna, ale w Ameryce jest to nurt niszowy. Dodał, że demokracja liberalna umarła i szykują się nam różne totalitaryzmy – na razie eleganckie, ale jednak.
Inny rozmówca zwrócił uwagę na rolę lewicowości i terroryzmu narodowego, którego hodowla zaczęła się we Francji za czasów Chomeiniego. Profesor zgodził się, że to wszystko jest częścią „obłędu” – jak zatytułował swoją książkę „Między obłędem a trafianiem”. Stwierdził, że termin „demokratyczne państwo prawa” nie ma sensu, bo brakuje mu fundamentu. Jedyne, co pozostaje, to tworzyć „żelazną kopułę” i bronić się, a co do Iranu – trzeba pamiętać, że po 11 września 2001 roku Iran powszechnie potępił zamach, a prezydent Chatami dążył do porozumienia, ale młody Bush w styczniu 2002 roku włączył Iran do osi zła. Profesor wyraził wątpliwość, czy naprawdę trzeba było przerywać negocjacje z Iranem i zaczynać bombardowania, skoro obserwatorzy mówili, że wszystko jest już prawie ustalone.
Kolejny uczestnik wyraził zdziwienie, że Ameryka nie zauważa, iż przestała być własną cywilizacją – według niego to wojna dwóch cywilizacji, które właściwie nie istnieją: Persja nie zagrażała nigdy Europie, a Izraela nie było na tym terenie przez dwa tysiące lat. Zasugerował, że Trump, jako nowojorczyk, nie rozumie środkowej Ameryki, i zapytał, czy możliwa jest rozmowa papieża Leona z Trumpem, która mogłaby być przełomowa. Profesor odparł, że nie sądzi, by papież miał ochotę rozmawiać z kimś, z kim bardzo trudno dziś rozmawiać.
Na koniec głos zabrał uczestnik, który sprzeciwił się „proirańskim” zwrotom, przypominając, że Iran finansował Hezbollah atakujący Izrael i że nie po to wzbogaca się uran, żeby z niego nie korzystać. Profesor przyznał mu rację, ale dodał, że świat jest skomplikowany, a Iran poddawał się inspekcjom. W odpowiedzi na pytanie o ludobójstwo w Strefie Gazy profesor stwierdził, że izraelskie środki bojowe miały na celu oszczędzanie ludności cywilnej, ale przyznał, że nie czytał aktu oskarżenia Międzynarodowego Trybunału Karnego przeciwko Netanjahu, więc nie wie dokładnie, jakie są zarzuty.
Relacja wideo: Bernard



