Ks. prof. Marek Jędraszewski - Bóg i filozofia: Jean-Paul Sartre, Emmanuel Levinas i Benny Levy
15 października 2026 roku gościem Fundacji Polska Wielki Projekt w Domu Trójmorza był ks. abp. Marek Jędraszewski.

Prof. Zdzisław Krasnodębski zaznaczył, że ks. arcybiskup jest nie tylko duchownym, ale i znakomitym filozofem, który zajmował się m.in. Jean-Paulem Sartre'em – myślicielem, którego Roger Scruton określił jako pokazującego egzystencję człowieka pozbawionego odniesienia do transcendencji. Prowadzący przyznał, że dotychczasowe seminarium filozoficzne było zbyt „niemieckocentryczne" i wyraził nadzieję, że wykład o francuskich filozofach poszerzy perspektywę. Wspomniał też, że przez lata był profesorem na niemieckim uniwersytecie, co dodatkowo uzasadnia potrzebę spojrzenia poza filozofię niemiecką.
Następnie głos zabrał prof. Andrzej Przyłębski, który serdecznie powitał gościa, przypominając, że poznali się w Centrum Badań Interdyscyplinarnych im. Edith Stein w Poznaniu około 2001 roku. Podkreślił, że to znajomość z Poznania pozwoliła mu zaprosić ks. Jędraszewskiego na wykład o francuskich filozofach. Profesor Przyłębski przedstawił sylwetkę gościa, zaznaczając, że arcybiskup jest znaną postacią w polskim Kościele, ale także uznanym uczonym z zakresu filozofii, teologii i antropologii. Przypomniał, że ks. Jędraszewski studiował na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie uzyskał doktorat z filozofii, a jego praca licencjacka i doktorska zostały wyróżnione złotymi medalami. Habilitował się w 1991 roku na podstawie rozprawy o Sartrze i Levinasie, a w 2002 roku otrzymał tytuł profesora nauk teologicznych.
Ks. prof. Marek Jędraszewski wyraził radość, że może mówić o trzech postaciach - Sartrze, Levinasie i Benny'm Levy'm, które są ważne dla filozofii nie tylko francuskiej, ale i europejskiej. Zaznaczył, że jego wystąpienie będzie miało charakter „impresjonistyczny", to znaczy skupi się na kilku kluczowych „plamach" czy barwach składających się na życie i myśl tych filozofów. Podkreślił, że Sartre i Levinas urodzili się w podobnym czasie - Sartre w 1905 roku w Paryżu, Levinas w 1906 roku w Kownie (wówczas Imperium Rosyjskie). Wspomniał o traumie I wojny światowej, która dotknęła Europę, ale zauważył, że w przypadku Sartre'a i Levinasa trauma ta nie była tak odczuwalna jak u innych. Sartre bardziej odczuł utratę ojca, który zniknął, wyjeżdżając statkiem. Mały Sartre wychowywany był przez matkę i ciotki, ale także przez Karola Szwajcera, luterańskiego pastora, który robił wszystko, by odciągnąć chłopca od wiary katolickiej. Jędraszewski zacytował słowa Sartre'a o momencie, w którym jego wiara się zachwiała – chłopiec bawił się zapałkami i przypadkowo podpalił dywan, a w odpowiedzi na to „Bóg” miał go ukarać. Sartre uznał to za niedorzeczne i od tego momentu zaczął oddalać się od wiary. Po latach, w 1974 roku, w rozmowie z Simone de Beauvoir, Sartre wyznał, że w wieku 11 lat doszedł do wniosku, że Bóg nie istnieje, i przez 60 lat nie postawił sobie tego pytania na nowo. Jędraszewski zauważył, że Sartre w swojej twórczości literackiej i filozoficznej wielokrotnie wracał do problemu Boga, czego dowodem jest m.in. "Byt i nicość", gdzie próbował filozoficznie uzasadnić niewiarę w Boga.
Levinas z kolei był wierzącym Żydem. W swoim wspomnieniu „La signature" napisał, że Biblia, czyli głównie Tora, czytana po hebrajsku, była obecna w jego życiu od najmłodszych lat. Jędraszewski przypomniał, że Levinas urodził się w Kownie, ale podczas I wojny światowej wraz z rodziną przeniósł się do Charkowa, gdzie zetknął się z wielką literaturą rosyjską - Puszkinem, Dostojewskim, Lermontowem, Tołstojem. Po wojnie wyjechał na studia do Strasburga, a tam przypadkowo dowiedział się, że niedaleko, we Fryburgu Bryzgowijskim, wykłada Husserl, a Heidegger zdobywa już sławę. Levinas został asystentem Husserla, pomagał mu w tłumaczeniu „Medytacji kartezjańskich" na francuski i przygotował pierwszą pracę o fenomenologii napisaną po francusku. Sartre, będąc w Paryżu, natknął się na tę książkę i miał powiedzieć: „Boże, to jest wszystko, co ja chciałem napisać". Zainspirowany, wyjechał na stypendium do Berlina, gdzie pogłębiał wiedzę o fenomenologii i Heideggera. Ks. prof. Jędraszewski zaznaczył, że obaj filozofowie zostali powołani do wojska po wybuchu II wojny światowej. Levinas służył w oddziale tłumaczy, a Sartre w oddziałach meteorologicznych. Sartre dostał się do niewoli, gdzie znalazł się wśród prostych żołnierzy, ale nawiązał dobre relacje z księżmi, którzy poprosili go o napisanie tekstu jasełek. Jędraszewski przytoczył fragment tego tekstu, ukazujący Matkę Bożą patrzącą na małego Jezusa, i ocenił, że nie zna lepszych tekstów teologicznych oddających tajemnicę dziecka, które jest jednocześnie Synem Bożym. Po powrocie z niewoli Sartre organizował grupę oporu, ale nikt nie chciał z nim współpracować, bo groziło to kompromitacją. Pisał wtedy „Byt i nicość", dzieło inspirowane Heideggerem, które niemiecka cenzura opublikowała w 1943 roku. Jędraszewski zwrócił uwagę na paradoks: Sartre z jednej strony pisał piękne teksty o Matce Bożej, a z drugiej w „Bycie i nicości" próbował sformułować argument na nieistnienie Boga. W rozmowie z Simone de Beauvoir przyznał, że prawdziwe powody jego ateizmu były „bardziej dziecięce" - sięgały doświadczenia z La Rochelle, gdy miał 12 lat.
Levinas wrócił z niewoli i dowiedział się, że cała jego rodzina żydowska na Litwie została zamordowana w Holokauście, a żona i dzieci zostali uratowani przez zakonnice w Orleanie. Wtedy zaczął publikować jako filozof, podejmujący zagadnienia egzystencjalne, ale w duchu Heideggera, nie Husserla. Jego książka „De l'existence à l'existant" z 1947 roku porusza problematykę dobra, czasu i relacji z innym. Jędraszewski wyjaśnił, że Levinas wychodzi od bezkształtnego bytu („il y a"), z którego wyłania się jako świadomość, związana z sobą przez materialność. Jest samotny, ale ma możliwość wyjścia ku innemu – najpierw pod postacią kobiecości i miłości erotycznej, choć dostrzega w niej niebezpieczeństwo przedmiotowego traktowania drugiej osoby. Dlatego Levinas podkreśla znaczenie ciągłości pokoleń – ojcostwo jest relacją z kimś obcym, kto będąc całkowicie kimś innym, jest mną. W tym okresie Levinas opublikował szkic „Być Żydem", będący reakcją na tekst Sartre'a o kwestii żydowskiej. Sartre twierdził, że antysemityzm nie jest związany z konkretnym Żydem, ale jest czymś, co tworzymy, by kogoś nie lubić. Levinas odpowiedział, że być Żydem to mieć duszę żydowską w wymiarze metafizycznym, a ludzka dusza jest być może naturalnie żydowska.
Ks. abp. Jędraszewski zaznaczył, że dla Levinasa żydowskość wiąże się z życiem prawdą o stworzeniu przez Boga, wybraniem, cierpieniem (jak w Księdze Joba) i odpowiedzialnością za świat. Levinas zajmował się także relacją między myślą grecką a żydowską, fenomenologią a Biblią. W książce „Humanizm drugiego człowieka" z 1982 roku postawił pytania, czy Pismo Święte czytane na Zachodzie nakłoniło ku sobie greckie pismo filozofów, czy zjednoczyło się z nim w potworny sposób. Dla Levinasa pierwsze prawdy to Pismo Święte, Tora, na którą nałożyły się warstwy filozofii greckiej. Zadaniem filozofa jest odcyfrować to, co zawarte w tekstach wielkich filozofów, ale ma głębszy, oryginalny sens. Levinas powoływał się na Filona: „zdrap warstwę z Platona, a znajdziesz Mojżesza". Filozofia ma dotrzeć do jądra – do pierwotnej prawdy, ale z drugiej strony ma nadać Słowu Biblii sens filozoficzny, wyrazić to, co czyste i niewyrażalne – Boga. Pod koniec życia Levinas wyznał Derridzie, że tym, co go ostatecznie interesuje, nie jest etyka, ale świętość świętego. Jego filozofia w drugim i trzecim okresie polega na ruchu od dołu do góry – spotkanie drugiego człowieka zaczyna się od widzenia jego twarzy. Twarz i dłonie to jedyne części ciała zawsze odsłonięte. Kiedy patrzę na twarz drugiego, zwłaszcza na jego oczy, uświadamiam sobie, że mogę go zabić, ale jednocześnie drugi mówi mi: „Nie zabijaj". Ten zakaz ogranicza moją moc i jest początkiem mojej wolności. Wolność zaczyna się od zakazu, a odpowiedzialność za drugiego jest pierwszym słowem, które otrzymuję. Drugi uczy mnie, kim jestem, i każe kierować spojrzenie dalej – ku pytaniu, w imię czego ten drugi może mnie nauczać. Levinas odpowiada, że drugi ma prawo żądać ode mnie wszystkiego, bo między nami jest radykalna asymetria, równoważona przez sprawiedliwość, którą wyraża państwo prawa. To trzecie – prawo – reguluje relacje między nami. Jednak pytanie o fundament tej władzy drugiego nurtowało Levinsa przez lata. W trzecim okresie, w latach 70., opublikował książkę „Inaczej niż być, czyli ponad istnieniem, ponad istotą" (1974), gdzie mówi o „intrydze trzech osób: ja, on i ty". „On" to dobro przez duże B, które wybrało mnie w czasie anarchicznym, na który nie miałem wpływu. Jestem odpowiedzialny za drugiego, poświęcając się dla niego na kształt cierpiącego sługi Jahwe. W ten sposób realizuję swoje człowieczeństwo. W 1982 roku Levinas opublikował „O Bogu, który nawiedza myśl" – Bóg przychodzi do mnie, nieskończony, a jednak staje się objęty moją świadomością. Wiem, że mnie przerasta, ale potrafię Go wyrazić słowem i czynem. Levinas nawiązuje do Kartezjusza – trzeciej i piątej medytacji, gdzie odkrywam w sobie ideę nieskończonego, którą Bóg mi dał. Kartezjusz mówi o majestacie Boga, a Levinas ośmiela się przejść od majestatu do twarzy Boga, którą spotykam poprzez twarz drugiego człowieka. W świetle szkicu „Być Żydem" można zrozumieć, że każdy z nas, mając w sobie wyobrażenie Boga, ma duszę żydowską – to inna wersja Tertulianowego „anima naturaliter Christiana".
Ks. abp. Marek Jędraszewski przeszedł następnie do Benny'ego Levy'ego, urodzonego w 1945 roku w Kairze, którego rodzina wyemigrowała do Francji po wojnie sueskiej w 1956 roku. Levy był jednym z przywódców rewolucji 1968 roku, należał do lewicowo nastawionych młodych ludzi. Jędraszewski przypomniał, że rewolucja '68 na Zachodzie miała charakter pokoleniowy, a nie narodowy czy klasowy – głosiła hasła „zabrania się zabraniać", odrzucenie norm, „ani mistrza, ani Boga". Jej duchowymi przywódcami byli Marks, Mao Tse-tung i Herbert Marcuse, którego książka „Eros i cywilizacja" głosiła, że im bardziej życie społeczne jest przesiąknięte seksualizmem, tym jest wolniejsze. W rewolucję '68 włączył się Sartre, zaproszony na Sorbonę 20 maja 1968 roku, ale mówił do studentów jak klasyczny profesor, tłumacząc im, że są dziećmi burżuazji – został wygwizdany. Zrozumiał, że należy już do innego pokolenia. Levinas, będąc wtedy profesorem na Sorbonie, miał odwagę sprzeciwić się rewolcie, zwłaszcza przemocy młodych wobec starszych. Wtedy, w 1968 roku, pojawił się jego artykuł „La Substitution" – jądro późniejszej książki z 1974 roku. Benny Levy po upadku rewolucji czuł się prześladowany, ukrywał się, nosił ciemne okulary i zapuszczał brodę. Sartre tracił wzrok, a Simone de Beauvoir opisywała to w „Ceremonii pożegnań". W otoczeniu Sartre'a zaczęto podpowiadać, by wziął Benny'ego Levy'ego jako sekretarza, ponieważ potrzebował kogoś, kto będzie mu czytał i dyskutował. Levy traktował Sartre'a bezceremonialnie – mówił mu „ty" i nie widział w nim autorytetu. Abp. Jędraszewski przytoczył fragment wywiadu, w którym Levy mówi Sartre'owi, że żadna partia nie jest posiadaczką prawdy, a Sartre odpowiada, że nie zamierza bronić „towarzysza podróży", bo jego idee nigdy nie zostały zaakceptowane przez partię komunistyczną. Wtedy Levy trafił na pisma Levinasa, zaczął studiować jego myśl, odkrył w sobie ducha żydowskiego, uczył się hebrajskiego i Talmudu, studiował Pismo Święte i dyskutował o tym z Sartre'em. Skłonił Sartre'a do wielkiej rewizji jego dotychczasowego dorobku, zwłaszcza w kwestii religijności. Sartre odrzucał istnienie Boga, ale próbował stworzyć nowy model relacji międzyludzkich – nie na zasadzie nienawiści i pomniejszania drugiego, ale budowania czegoś na kształt dzieła sztuki. W trzecim okresie, w latach 60., Sartre publikował „Krytykę rozumu dialektycznego", gdzie próbował połączyć Marksa z egzystencjalizmem i dawał obraz szczególnego braterstwa opartego na przysiędze i terrorze – jeśli zdradzę, masz obowiązek mnie zabić. Levy uświadomił Sartre'owi, że dotychczasowe wielkie pisma są nieudane, ale Sartre nie chciał się poddać – uważał, że ma jeszcze czas, by szukać fundamentu dla nadziei. W marcu 1980 roku, gdy Sartre był ciężko chory, w „Le Nouvel Observateur" ukazał się wywiad z nim i Levym, w którym Sartre stwierdził, że trzeba budować na nadziei, a nie na rozpaczy. Simone de Beauvoir i otoczenie robili wszystko, by wywiad się nie ukazał, ale Sartre potwierdził, że chce publikacji. Tekst kończył się słowami Sartre'a o pokusie rozpaczy, ale i o tym, że umrze z nadzieją, bo trzeba znaleźć realne oparcie dla niej. Abp. Jędraszewski zacytował ostatnie słowa Levinasa z rozważania talmudycznego z 11 grudnia 1989 roku „Kto jest samym sobą?" - najważniejsza jest uwaga poświęcona drugiemu człowiekowi, inicjatywa ustępstwa, która czyni świat możliwym. Byt jako pokój i ontologia otwarta na odpowiedzialność za drugiego. Na koniec Jędraszewski opowiedział o Benny'm Levym, który pod koniec życia przeniósł się do Jerozolimy, żył w kręgu ortodoksów żydowskich, założył Instytut Levinasowski i prowadził seminaria o myśli Levinasa. Opublikował tekst „Być Żydem", w którym sprzeciwił się Levinasowi - dla niego być Żydem to znaczy być tylko i wyłącznie zagłębionym w Torze i Talmudzie. Tekst kończył się wyznaniem: „od mało do Mojżesza, to znaczy od Mojżesza do Mojżesza poprzez mało. Zwyczajny los Żyda. Cud tkwi w objawieniu tej stałości wbrew wszystkim ruchom stulecia". Jędraszewski zakończył wykład przeprosinami za przeciągnięcie czasu.

Profesor Zdzisław Krasnodębski zauważył, że w wywiadzie z Levym Sartre odchodzi od ateizmu, ale nie od rewolucji i mesjanizmu politycznego. Zapytał, czy to nie jest tak, że Sartre, odnajdując drogę do wiary poprzez judaizm, łatwiej może zachować nastawienie mesjanistyczno-rewolucyjne, bo judaizm inaczej wyobraża sobie zbawienie niż chrześcijaństwo. Zauważył też podobieństwo do Habermasa, który pod koniec życia mówił, że świat może być lepszy. Ks. abp. Jędraszewski odpowiedział, że nadzieja Sartre'a nie jest nadzieją chrześcijańską – on nie wierzy w Boga chrześcijańskiego, ale w jakąś wizję przyszłości, nowego świata, bardziej żydowską niż chrześcijańską. W judaizmie jest wizja, że kiedyś wszyscy powstaną i będzie zupełnie nowy świat, czego w chrześcijaństwie nie ma. Sartre'owi podobała się ta wizja i chciał zrobić z niej program dla lewicy – dla ludzi dalekich od burżuazji, myślenia liberalnego, materialistycznego. Chodziło o dobra materialne, o to, by w jakiejś mierze, może chaotycznie, człowiek był dla drugiego człowiekiem, trochę po żydowsku. Abp. Jędraszewski przypomniał, że Arlette Elkaïm-Sartre, córka przybrana Sartre'a, była Żydówką, a Claude Lanzmann, reżyser „Shoah", również mówił o żydowskim mesjanizmie. Nadzieja Sartre'a to nadzieja wbrew wszystkiemu – że może nie będzie trzeciej wojny, że może wszystko się skończy, ale będzie coś nowego. To odejście od traktoryzmu, którego myśl znali z „L'Être et le Néant" – piekło to drudzy, drugi człowiek zwykle przy drzwiach zamkniętych. Sartre próbował znaleźć zasady działania łączące jego egzystencjalizm z marksizmem. Abp. Jędraszewski dodał, że to nie jest chrześcijańskie, a dla najbliższego otoczenia Sartre'a, Simone de Beauvoir i całej rodziny, musiało być to straszne, dlatego robili wszystko, by tekst się nie ukazał.
Następnie głos zabrał uczestnik, który zauważył, że myśliciel Tadeusz Zieliński, doktor honoris causa 13 uniwersytetów europejskich, napisał pięciotomowe dzieło o dziejach religii i świata starożytnego. Zacytował słowa prof. Levinasa: „Gdyby tak zdrapać farbę z Platona, to wyszłoby Mojżesza". Profesor zauważył, że Zieliński znał doskonale filologie klasyczną, grecką, łacińską i ojców Kościoła oraz Talmud. Ks. abp. Jędraszewski odpowiedział, że nie zna dzieł Zielińskiego, ale nie kwestionuje tego, co usłyszał. Zauważył, że w myśli żydowskiej antycznej już Filon głosił podobne idee – to myśliciel żydowski z czasów przedchrystusowych, który mówił to, co później powtórzył Levinas. Chronologicznie jest wcześniejszy od Platona, choć Tora jest słabo udokumentowana. Trzeba by odróżnić Torę oralną od spisanej, ale prawo mojżeszowe pochodzi z XIII wieku przed Chrystusem.
Kolejna uczestniczka, wychowanka prof. Bogusława Wolniewicza, zapytała, dlaczego człowiek Kościoła, który uzyskał tak wysokie godności, mówi o egzystencjalistach. Zauważyła, że w ostatnim zdaniu wykładu ks. profesor dał odpowiedź – że każdy z nas, nawet jeśli w życiu błądzi i odejdzie od wiary, uzyska szczęście i spokój na końcu, gdy będzie miał sartrowską nadzieję. Zapytała, czy się myli. Ks. abp. Jędraszewski odpowiedział, że nie widzi problemu, dlaczego ktoś wierzący, kapłan, zajmuje się filozofią europejską. Dla niego to oczywiste – tak był wychowywany i uczony. W szkole średniej, w poznańskim „Marcinku", miał profesora, który w ostatniej klasie kazał czytać historię filozofii Tatarkiewicza. To było jego pierwsze spotkanie z filozofią zachodnią i niewyznaniową. Zawsze się tym interesował. Nawet jeśli nie podziela poglądów jakiegoś filozofa, budzą one ciekawość – dlaczego takie, a nie inne, z czego wyrastają, jak zrozumieć tego człowieka. To sprawa intelektualna, oczywista. Co do nadziei – ks. Jędraszewski nie wie, w jakim nastroju odchodził Sartre. W tekście jest mowa o nadziei, że będzie żył pięć, a może dziesięć lat, a okazało się, że to były dni i tygodnie. Wszyscy zdawali sobie sprawę z jego katastrofalnego stanu zdrowia, bo sam sobie ten los zgotował przez sposób życia. Czy odchodził spokojnie? Nie wiadomo. Ks. abp. Jędraszewski jest daleki od triumfowania. Kiedyś był na cmentarzu Montparnasse w Paryżu, gdzie jest pochowany Sartre. Na pogrzebie było podobno 50 tysięcy ludzi. Znalazł grób – jedna szara płyta i dwa nazwiska: Jean-Paul Sartre, Simone de Beauvoir. Nic więcej. Patrząc na to, nie miał wrażenia triumfu nadziei. Ale to może jego osobiste odczucie.

Prof. Andrzej Przyłębski dodał, że słynna „jedynka" Marcinek wkrótce potem stała się dostępna dla dziewcząt i kończyła ją również jego żona, która na nich czeka. Wspomniał też, że w drodze zainteresował ks. profesora postacią Slavoja Žižka, nowej lewicy, który był gwiazdą Kongresu Heglowskiego w Rzymie miesiąc temu, a w Polsce młodzież jest nim zafascynowana. Powstała nawet książka i doktorat o Žižku. Profesor zauważył, że to coś w rodzaju powtórki z 1968 roku – wołanie o rewolucję, którą przeprowadzi motłoch. Ktoś z sali sprostował, że Žižek jest młody, a na filozofii jest też Ignacy Trentowski. Prof. Przyłębski zauważył, że Chińczycy zajmują się Trentowskim.
Ks. Jędraszewski odnosząc się do „Marcinka" i 1968 roku, ppowiedział, że w latach 60. w Poznaniu były dwa licea męskie i dwa żeńskie – cztery najlepsze, które ze sobą konkurowały. Ale przyszły wypadki marcowe 1968 roku, młodzież pokazała, co myśli, i „matka partia" zdecydowała, że trzeba złamać te tradycje. Powstały licea koedukacyjne i – jak sądzi – poziom już nie ten.
Relacja: Blogpress.pl
from Blogpress - Relacje i opinie https://ift.tt/z6R4QHd
via IFTTT