Leszek Skiba: Polityka pieniężna a polityka fiskalna
14 marca 2026 roku w ramach konferencji "Czyja będzie Polska...? I jaka ona będzie?" zorganizowanej przez Fundację Archiwum Jana Olszewskiego w Warszawie wykład o polityce pienięznej wygłosił Leszek Skiba,

Leszek Skiba, były wiceminister finansów, prezes PKO BP, a obecnie doradca społeczny prezydenta Karola Nawrockiego, wygłosił wykład o relacjach między polityką pieniężną (banku centralnego) a polityką fiskalną (rządu). Mówił prostym językiem zrozumiałym dla niespecjalistów, i od razu podkreślił, że suwerenność pieniężna – czyli własna waluta i niezależny bank centralny – to duża zaleta. Jako przykład jej utraty wskazał przyjęcie euro.
Zdaniem Skiby, bank centralny (NBP) ma za zadanie dbać zarówno o pieniądz gotówkowy, jak i elektroniczny (ten na kontach). Jego kluczowym celem jest kontrolowanie wzrostu ilości pieniądza w obiegu, by nie wywoływał on inflacji. Przy okazji wyjaśnił, że tylko około 20% pieniądza w gospodarce jest tworzone bezpośrednio przez NBP – resztę kreują banki komercyjne. Odniósł się też do dyskusji o programie „SAFE 0%” (związanym z propozycją prezydencką): kreacja pieniądza przez bank centralny nie jest niebezpieczna, jeśli ma podstawę prawną i opiera się na realnych rezerwach, np. gdy NBP wymienia euro od ministerstwa finansów na złote, powiększając rezerwy walutowe. Podkreślił, że obecnie rezerwy te wynoszą już bilion złotych, podczas gdy w 2004 roku było to 100 miliardów.
Najważniejszym narzędziem polityki pieniężnej są stopy procentowe – czyli cena pieniądza. Skiba przyznał, że podnoszenie stóp (co robił NBP, by walczyć z inflacją) jest kosztowne dla ludzi i firm, bo drożeją kredyty i ogranicza to wzrost gospodarczy. Jednak – jego zdaniem – nie ma innego skutecznego sposobu na inflację, a wysoka inflacja destabilizuje gospodarkę. Dodał, że bank centralny może też „ściągać” pieniądz z rynku przez operacje otwartego rynku: banki komercyjne, mając nadmiar depozytów, wpłacają je do NBP, który płaci im odsetki. NBP równoważy te koszty zyskami z inwestowania rezerw (euro, dolary, złoto).
Przechodząc do polityki fiskalnej, Skiba określił ministra finansów jako „księgowego rządu”, który realizuje polityczne decyzje o wydatkach (na obronność, cele społeczne, programy typu 500+). Rząd musi znaleźć pieniądze – przez podatki lub deficyt. Deficyt i dług publiczny to jednak ryzyko: jeśli dług jest zbyt duży, kraj podlega presji rynków finansowych. Jako anegdotę przytoczył generała de Gaulle’a, który codziennie pytał o oprocentowanie francuskich obligacji. Skiba wskazał, że z punktu widzenia wzrostu gospodarczego nie każdy wydatek jest tak samo efektywny – inwestycje (drogi, porty, energetyka jądrowa) działają z tzw. efektem mnożnikowym i pracują na przyszłość, podczas gdy transfery socjalne (np. 800+) szybko trafiają do konsumpcji, ale nie tworzą trwałych aktywów.
Kluczową częścią wykładu była analiza współzależności obu polityk. Skiba stwierdził wprost: jeśli rząd prowadzi ekspansywną politykę fiskalną (duży deficyt, wrzuca pieniądze do gospodarki), to utrudnia bankowi centralnemu walkę z inflacją. Wtedy NBP, by spełnić swoje zadanie, musi jeszcze bardziej podnosić stopy procentowe, co jest bolesne dla kredytobiorców. Jako przykład bieżącej kolizji podał dzisiejszą sytuację: rząd ma wysokie deficyty, a jednocześnie pojawiają się nowe szoki (ceny paliw mogą wzrosnąć do 7–8 zł), co wywołuje presję inflacyjną. To – jego zdaniem – utrudnia prezesowi Glapińskiemu i Radzie Polityki Pieniężnej trwałe utrzymanie inflacji blisko celu 2,5%.
Odnosząc się do szerszego tła, Skiba przypomniał, że po kryzysie z 2008 roku banki centralne na świecie (Fed, EBC) przez lata stosowały ultraniskie stopy i „poluzowanie ilościowe” (drukowanie pieniądza), ale efekty przyszły dopiero ok. 2016–2017 roku. Ostatnio coraz więcej dowodów wskazuje, że skuteczniejsza bywa polityka fiskalna – czyli wydatki budżetowe. W kontekście inflacji po wybuchu wojny w Ukrainie zaznaczył, że nie do końca wiadomo, jaka była proporcja wpływu cen energii a wzrostu podaży pieniądza.
Na zakończenie Skiba wyraził przekonanie, że NBP świetnie radzi sobie w trudnych sytuacjach. Mimo że ilość pieniądza w obiegu wzrosła od 2004 roku o około 600 miliardów złotych (a rezerwy o 900 miliardów), nie wywołało to inflacji pochodzącej z działań banku centralnego. Inflacja, która wystąpiła, wynikała z szoków światowych – cen ropy, gazu, energii. Podkreślił, że stabilność cen przekłada się na stabilny kurs złotego, który przez ostatnie 20 lat oscyluje wokół 4,20–4,30 za euro, z odchyleniami spowodowanymi czynnikami globalnymi. Podsumowując, zachęcił słuchaczy do zaufania wobec Narodowego Banku Polskiego.

Relacja wideo: Margotte, Bernard i Michał KK
from Blogpress - Relacje i opinie https://ift.tt/g68S1Dr
via IFTTT